
Poker sitandgo w dzisiejszych czasach robi się coraz popularniejszą formą rozrywki. Zamiast siedzieć przed telewizorem i oglądać kolejny odcinek „M jak miłość” lub „Mody na Sukces” wielu ludzi, młodych i starych, mężczyzn i coraz więcej kobiet wybiera grę zwaną Texas Holdem, a szczególnie turnieje sit and go.
Większość z nich poker kojarzy z telewizji z filmów o dzikim zachodzie, „Mavericka” z Melem Gibsonem lub Ci bardziej zaawansowani z „Rounders”. Nie maja pojęcia o strategii, zarządzaniu zasobami finansowymi – czyli fachowo dysponowaniu bankrollem pokerowym, ledwo przeczytają zasady i siadają do wirtualnych stolików rozgrywając swoje pierwsze pokerowe turnieje. Potem czytają w Internecie i dowiadują się, że w ich mieście jest rozgrywany turniej, lub najlepiej Liga i idą na swoje pierwsze gry live. Do dziś pamiętam jak podnosiłem pierwsze rzucone przez dealera (rozdającego) karty, podnosiłem, a ręce mi się trzęsły. Pamiętam pierwsze zabawy żetonami i podpatrywanie kolegów jak fachowo przekładają jedną ręką żetony z miejsca na miejsce. Pamiętam pierwszą wygraną pulę w turnieju sitngo, gdzie moja ręka startowa w postaci monstera AQo – czyli off, tzn. dwie karty ale będące w innym kolorze, wygrała mi żetony. Podbiłem preflop o 3BB (trzy big Blindy – czyli o trzykrotność dużej ciemnej, jaką gracz wpłaca do puli na początku rozdania). Dostałem dwa calle (czyli sprawdziło mnie dwóch przeciwników). Na flopie, czyli w trakcie pierwszej rundy licytacji rozdający – dealer na stół wyłożył AQ7. Moje emocje sięgały zenitu. Pierwsze grana ręka i na stole od razu ląduje dwie top pary. Pomyślałem monster, wszystko mi uleciało z głowy, nie pamiętam czy liczyłem pulę, czy mój cbet – czyli continuation bet, zagranie na flopie przez agresora przed flopem było książkowe, czy może zagrałem jak największy Fish – czyli bardzo słaby gracz o zerowej umiejętności i znajomości tajnik gry. Pamiętam, że zagrałem, emocje, adrenalina, stres – targały mną i moim ciałem. Próbowałem mieć twarz jak Phil Ivey, być twardy i niewzruszony. Nieprzystępny i nie do odczytania. Rzuciłem żetony na stół. Jeden z przeciwników po namyśle zrzuca swoje karty do mucka – czyli pasuje i podaje do dealera. Drugi mnie sprawdza. Patrzy na mnie i świdruje spojrzeniem, zaglądając mi w duszę – widzę, że pragnie mnie odczytać i sprawdzić czy blefuję. Jestem twardy, bo poker to gra niepełnej informacji, nie chce mu dawać żadnych telli (czyli oznak, że blefuję lub faktycznie karty stworzyły mi jakiś układ na stole). Dealer pali jedną kartę i wykłada turn (nazwa kolejnej rundy licytacji). Ta kartą jest totalny blank, nic nie wnoszący do gry – zwykła 2 (dwójka). Na stole utworzył się Draw do koloru 7 i 2 były to karty koloru pik. Patrzyłem na stół i się zastanawiałem, tylko udawałem przez te dwie, może trzy sekundy, a w środku nie mogłem się doczekać by na stół wrzucić kolejne żetony z mojego stacka. Zagrałem do tej chwili nie pamiętam jaki to był bet (wysokość stawianego zakładu). Przeciwnik znów mnie przeszywa swoim wzrokiem, pokazuje mi parę waletów i podaje przesuwając po stole karty do dealera nie spuszczając ze mnie wzroku. Odpowiadam mu równie twardym spojrzeniem i pokazuje mu jedną ze swoich kart – był to As. Kiwa głową, że zrozumiał, że moje decyzje były prawidłowe, a on był przegrany. Rozdający przesuwa w moja stronę żetony z tej puli, moje emocje opadają. Zaczynam je układać i trzęsą mi się ręce. W duchu jestem z siebie zadowolony, zagrałem jak pokerowy pros – pula trafiła w moje ręce. Wracam do gry (na pokerstars), podnoszę kolejne karty…

